Trendy z TikToka pod lupą dermatologa
Z artykułu dowiesz się:
• czym jest slugging i dla kogo może być dobrym rozwiązaniem
• jak bezpiecznie podejść do skin cycling
• dlaczego codzienne peelingi nie zawsze służą skórze
• czy domowe maski DIY są tak bezpieczne, jak się wydaje
Social media potrafią błyskawicznie wypromować nowe rytuały pielęgnacyjne. Slugging, skin cycling, codzienne peelingi czy domowe maski DIY zyskały ogromną popularność, ale nie każdy trend będzie odpowiedni dla każdej skóry. To, co u jednej osoby daje efekt wygładzenia i glow, u innej może skończyć się podrażnieniem, przesuszeniem albo nasileniem niedoskonałości.
O najpopularniejsze trendy pielęgnacyjne zapytaliśmy lek. med. Bożenę Bierzniewską, specjalistę dermatologa i ekspertkę Eveline Cosmetics. Sprawdzamy, które metody mają dermatologiczne uzasadnienie, jak stosować je rozsądnie i kiedy lepiej zachować ostrożność.
Slugging- hit na suchą skórę czy trend nie dla każdego?
Slugging polega na nałożeniu na noc cienkiej warstwy preparatu o działaniu okluzyjnym. Taki kosmetyk nie wchłania się głęboko, ale zostaje na powierzchni skóry i tworzy warstwę ochronną. Jego zadaniem jest ograniczenie przeznaskórkowej utraty wody, dzięki czemu skóra rano może być bardziej miękka, gładka i elastyczna.
To nie jest nowa metoda. W dermatologii preparaty okluzyjne od lat stosuje się u osób ze skórą nadmiernie suchą, podrażnioną lub z osłabioną barierą naskórkową. Mogą działać jak delikatny opatrunek, wspierając regenerację i komfort skóry.
Slugging wymaga jednak dobrego przygotowania. Skórę należy dokładnie oczyścić, najlepiej najpierw płynem micelarnym, a następnie łagodnym żelem lub pianką. Po osuszeniu można nałożyć lekkie serum nawilżające albo krem odżywczy, a dopiero po ich wchłonięciu cienką warstwę produktu okluzyjnego.
Warto pamiętać, że slugging nie jest dla każdego. Przy cerze tłustej, mieszanej lub trądzikowej okluzja może sprzyjać zatrzymywaniu sebum, potu i złuszczonego naskórka. Ostrożność jest też wskazana przy retinoidach oraz kwasach AHA i BHA - ich zamknięcie pod warstwą okluzyjną może zwiększać ryzyko podrażnienia.
Skincycling - pielęgnacja w rytmie skóry
Skin cycling to metoda polegająca na stosowaniu składników aktywnych w powtarzalnym cyklu. Najczęściej pierwszy dzień przeznacza się na delikatne złuszczanie, drugi na retinol, retinal lub retinoidy, a trzeci i czwarty na regenerację oraz intensywne nawilżanie.
To trend zdecydowanie wart uwagi, ponieważ porządkuje pielęgnację i pomaga korzystać z mocniejszych składników w bardziej świadomy sposób. Zamiast nakładać wszystko naraz, dajemy skórze czas na odbudowę bariery ochronnej.
Kluczowy jest dobór produktów. Przy cerze suchej i skłonnej do utraty elastyczności lepiej sprawdzają się kwasy AHA, np. mlekowy, glikolowy czy migdałowy. Przy cerze tłustej i zaskórnikowej dobrym wyborem może być kwas salicylowy z grupy BHA. Dla skóry wrażliwej i naczynkowej łagodniejszą opcją są kwasy PHA, takie jak kwas laktobionowy lub glukonolakton.
Skin cycling nie służy leczeniu skóry podrażnionej, objętej stanem zapalnym czy aktywnym wypryskiem. Najpierw należy wyciszyć problem, a dopiero potem wracać do składników aktywnych. Rano zawsze warto pamiętać o nawilżaniu i SPF.
Codziennepeelingi - więcej nie zawsze znaczy lepiej
Peelingi dzielimy na mechaniczne, czyli scruby z drobinkami, oraz enzymatyczne i chemiczne, oparte m.in. na kwasach lub enzymach. Choć złuszczanie może poprawiać strukturę skóry, co do zasady nie zaleca się codziennego wykonywania peelingów.
Częsty błąd polega na tym, że przy zaskórnikach, szorstkości albo łuszczeniu skóry sięgamy po coraz mocniejsze złuszczanie. Tymczasem takie objawy mogą wynikać z przesuszenia, stanu zapalnego, zaburzeń rogowacenia albo wyprysku. Peeling nie zawsze rozwiązuje problem, a czasem może go nasilić.
Silniejsze peelingi chemiczne oraz peelingi mechaniczne warto stosować ostrożnie, zwykle nie częściej niż 1-2 razy w tygodniu. Na skórę podrażnioną, z aktywnym stanem zapalnym, zaostrzeniem trądziku lub wypryskiem peelingów nie należy nakładać.
Domowemaski DIY - naturalne nie zawsze znaczy bezpieczne
Domowe maski z płatków owsianych, siemienia lnianego, jogurtu, ogórka czy banana są znane od lat i okazjonalnie nie muszą być problemem. Trzeba jednak pamiętać, że składniki używane w domu nie są standaryzowane, stabilizowane ani przebadane pod kątem tolerancji tak jak gotowe kosmetyki.
Niektóre naturalne składniki mają większy potencjał alergizujący lub drażniący. Dotyczy to m.in. miodu, cytrusów czy owoców drobnopestkowych. U osób ze skórą wrażliwą albo z uszkodzoną barierą naskórkową takie eksperymenty mogą wywołać podrażnienie.
Gotowe maski kosmetyczne są zwykle rozwiązaniem bezpieczniejszym, bardziej przewidywalnym i wygodnym, ponieważ ich skład jest kontrolowany, a formuła opracowana tak, aby działać w określony sposób.
Trendy pielęgnacyjne mogą być inspirujące, ale najważniejsze jest dopasowanie ich do aktualnej kondycji skóry. Skóra zdecydowanie bardziej ceni konsekwencję, delikatność i odbudowę bariery ochronnej niż przypadkowe testowanie wszystkiego, co akurat jest popularne.







































